Saunamistrzowie o występach podczas kwalifikacji The Battle of Gladiators
Poznajcie wypowiedzi saunamistrzów, którzy rywalizowali podczas kwalifikacji do Mistrzostw Polski Freestyle – The Battle of Gladiators!
W dniach 13–14 czerwca 2026 roku w Wanga Sauna & Spa najlepsi zawodnicy z całej Polski walczyli o awans do finałów, prezentując swoje umiejętności, kreatywność i widowiskowe techniki pracy ręcznikiem. Emocji nie brakowało zarówno na arenie zmagań, jak i poza nią.
Przygotowaliśmy dla Was relacje oraz komentarze uczestników, którzy opowiedzieli o swoich występach, przygotowaniach, wyzwaniach i emocjach towarzyszących rywalizacji.
Sprawdźcie, co po swoich pojedynkach powiedzieli m.in. Radosław Sieraj, Jeremi Dygas, Wiktoria Wolarz, Szymon Gilarski, Wojciech Piekarski i Jakub Bartok.
Dziękujemy wszystkim zawodnikom za stworzenie niezapomnianego widowiska oraz gratulujemy awansu finalistom!
Jeremi Dygas

Jeremi Dygas po pierwszym pojedynku
– To był zwycięski pojedynek, choć paradoksalnie najtrudniejsze okazało się samo wstanie na niego. Mój rytm dobowy zwykle zaczyna się około południa, więc musiałem nieco przestawić organizm. Jeśli jednak chodzi o sam występ, zrobiłem swoje i pokazałem to, co potrafię. Pierwsze starcie zakończyło się po mojej myśli.
– Myślę, że o zwycięstwie zadecydowały przede wszystkim płynność ruchów oraz różnorodność bardziej zaawansowanych technik. Starałem się wykonywać je naturalnie i bez zbędnego wysiłku, co przełożyło się na jakość całego występu.
– W zawodach tej rangi startowałem już rok temu podczas Mistrzostw Polski The Battle of Gladiator. Trafiłem wtedy do bardzo wymagającej grupy, w której znaleźli się m.in. obecny mistrz świata Jarosław Chomka oraz wielokrotny mistrz świata Maciej Piczura. To było cenne doświadczenie, ale w tym roku przyjechałem z jasnym celem – ponownie wywalczyć awans i pokazać pełnię swoich możliwości.
– Zdecydowanie pomaga mi również znajomość sauny eventowej. Możliwość kilkukrotnego treningu w tym obiekcie przed zawodami pozwoliła mi lepiej zrozumieć przestrzeń i świadomie planować poszczególne elementy seansu. Czuję się fantastycznie i szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że eliminacje ułożą się dla mnie aż tak dobrze.
Jeremi Dygas po zwycięstwie w finale
– Mogę śmiało powiedzieć, że do żadnych zawodów saunowych nie przygotowywałem się tak intensywnie i z tak dużym zaangażowaniem. Dopracowywałem każdy element przygotowań, zwracając uwagę nawet na najmniejsze szczegóły. Tym bardziej cieszy mnie końcowy sukces. To spełnienie jednego z moich sportowych marzeń i ogromna motywacja przed finałami w Termach Rzymskich.
– Finał był dla mnie dodatkowo dużym wyzwaniem ze względu na kontuzję. Podczas dogrywki w przedostatnim seansie wykonałem szpagat, przez co prawdopodobnie naciągnąłem więzadło w nodze. Ból promieniował aż do stopy i przed finałem najbardziej martwiłem się o to, żeby nie pogłębić urazu. Na szczęście adrenalina zrobiła swoje. Udało mi się skupić na występie, dać z siebie wszystko i ostatecznie sięgnąć po zwycięstwo.
Radosław Sieraj

Radosław Sieraj po zwycięstwie nad Szymonem Giliarskim:
– Spodziewałem się bardzo trudnego pojedynku. Szymona Giliarskiego uważałem za jednego z głównych faworytów turnieju, dlatego wiedziałem, że czeka mnie wymagające starcie. U mnie jednak często wygląda to podobnie – z walki na walkę nabieram coraz większego luzu i wchodzę na wyższy poziom. Od lat powtarzam, że jestem zawodnikiem turniejowym i właśnie dziś ponownie to potwierdziłem. To była już moja 16. wygrana dogrywka z rzędu, więc wszystko przebiega zgodnie z planem.
– Myślę, że w tej walce kluczowe były dwa elementy: dobre przygotowanie fizyczne i doświadczenie. Nie brakowało mi sił, popełniłem niewiele błędów, a kiedy pojawiała się okazja, potrafiłem zaryzykować i wykorzystać swoje atuty. Kilka akcji wyszło naprawdę bardzo dobrze, a przez większość pojedynku walczyłem solidnie i konsekwentnie. To był po prostu dobry występ.
– Jeśli chodzi o dalszą część turnieju, mam nadzieję, że będzie tylko lepiej. Zwykle z każdą kolejną walką czuję się coraz pewniej, dlatego liczę, że ten schemat utrzyma się również tym razem i doprowadzi mnie do finału.
Szymon Gilarski

Szymon „Buba” Gilarski zajął 3. miejsce podczas kwalifikacji do Mistrzostw Polski Freestyle – The Battle of Gladiators 2026, które odbyły się w Wanga Sauna & Spa.
Choć tym razem nie udało się wywalczyć bezpośredniego awansu, świetna postawa przez cały turniej została doceniona przez organizatorów. Szymon otrzymał dziką kartę, dzięki której zobaczymy go w finałach Mistrzostw Polski, które odbędą się w lipcu w Termach Rzymskich w Czeladzi.
Jestem już po swoim pierwszym pojedynku. Było naprawdę dobrze i bardzo przyjemnie. Czułem się podczas występu pewnie i komfortowo.
Trudno mi powiedzieć, czego zabrakło do zwycięstwa. Szczerze mówiąc, nigdy nie dyskutuję z sędziami o ich ocenach. To ich rola i ich odpowiedzialność, a ja szanuję ich doświadczenie oraz profesjonalizm. Moją rolą jest przygotować jak najlepszy seans i dać z siebie wszystko.
Oczywiście zdobycie sympatii publiczności jest bardzo ważne, ale przekonanie do siebie sędziów to już zupełnie inna kwestia. Zobaczymy, jak wszystko się potoczy.
Jestem z siebie dumny. Uważam, że wykonałem dobrą pracę. Być może nie był to występ idealny, ale wiem, że wciąż mogę się rozwijać. Każde zawody są dla mnie lekcją, dzięki której mogę się doskonalić i tworzyć jeszcze lepsze widowiska.
Jak oceniłbyś utwory wykorzystane w trzeciej rundzie i podczas dogrywki?
Myślę, że bardzo dobrze się w nie wpasowałem. Lubię taką muzykę i przede wszystkim ją znałem, więc mniej więcej wiedziałem, czego mogę się spodziewać.
Jedyną trudnością było to, że nie znałem dokładnie długości poszczególnych utworów. Nie wiedziałem więc do końca, jak rozłożyć siły podczas występu. Mimo wszystko freestyle opiera się na improwizacji, a właśnie improwizacja jest jego największą siłą. Uważam, że poradziłem sobie z tym całkiem dobrze.
Jak wyglądają takie występy od strony kondycyjnej?
To bardzo wymagająca forma rywalizacji. W każdej z trzech rund zawodnik stara się dać z siebie sto procent, żeby zdobyć przewagę nad rywalem. Kiedy jednak pojawia się dogrywka, trzeba znaleźć w sobie dodatkowe pokłady energii i motywacji, by walczyć dalej.
Po pojedynku popełniłem też mały błąd. Zamiast od razu się schłodzić, wyszedłem na świeże powietrze, żeby złapać oddech. Być może miało to wpływ na moją dyspozycję w dalszej części rywalizacji. Takie doświadczenia są jednak cenną lekcją. Człowiek uczy się na błędach i następnym razem na pewno będzie mądrzejszy.
Dlaczego zdecydowałeś się wystartować właśnie w kwalifikacjach w Wanga Sauna & Spa?
Chciałem mieć nieco więcej czasu na przygotowania niż przy poprzednich startach. Zależało mi na spokojnym treningu, odpowiedniej regeneracji i dobrym wejściu w sezon.
Poza tym bardzo lubię saunowanie latem. Słońce, ciepło i atmosfera tej pory roku dodają temu wszystkiemu wyjątkowego uroku. Dlatego cieszę się, że mogłem wystąpić właśnie tutaj.
Wiktoria Wolarz

Wiktoria Wolarz (Fabryka Wody Szczecin) po debiucie w zawodach
– Jak na pierwszy start oceniam swój występ bardzo dobrze. Oczywiście mam świadomość, że mogłam dać z siebie jeszcze więcej, ale ogólnie jestem zadowolona z tego, co pokazałam.
– Myślę, że największym wyzwaniem był brak znajomości sauny eventowej. Nie wiedziałam, ile jest w niej miejsca, jak mocno mogę rozkręcić ręcznik ani czy bez problemu zmieszczę się z większymi technikami. To właśnie znajomości obiektu zabrakło mi najbardziej i uważam, że miało to duży wpływ na przebieg pojedynku.
– W porównaniu z sauną, w której pracuję na co dzień, tutaj przestrzeni do pracy ręcznikiem jest zdecydowanie mniej. W Fabryce Wody w Szczecinie mamy więcej miejsca, dlatego musiałam nieco zmienić swoje przyzwyczajenia.
– Przed zawodami towarzyszyła mi również trema. To był mój pierwszy start, więc emocje były czymś naturalnym. Starałam się jednak jak najlepiej przygotować. Przez tydzień poprzedzający zawody regularnie ćwiczyłam – od pół godziny do nawet godziny dziennie, w zależności od tego, ile miałam czasu.
– Z saunami jestem związana od czterech lat i na co dzień pracuję w Fabryce Wody w Szczecinie. Ten start był dla mnie cennym doświadczeniem i jestem przekonana, że kolejnym razem będzie jeszcze lepiej.
Wojciech Piekarski

Wojcuech Piekarski (Sante)
– Bardzo lubię tę saunę i myślę, że znajomość obiektu była dla mnie dużym atutem. Oczywiście nie jest to sauna idealnie stworzona do czystego freestyle’u, szczególnie podczas pojedynków dwóch zawodników. Czasami trudno jest się swobodnie mijać, a niektóre bardziej rozbudowane rzuty czy techniki wymagają większej przestrzeni. Mimo to bardzo dobrze czuję się w tym miejscu i mam nadzieję, że publiczności również podobał się mój występ. Cieszę się, że udało mi się wygrać pierwszy pojedynek i liczę na to, że kolejne występy będą równie udane.
– Na zawody przyjechałem przede wszystkim z nastawieniem na dobrą zabawę. Oczywiście nikt nie przyjeżdża po to, żeby przegrywać, ale nie nakładam na siebie dodatkowej presji związanej z wynikiem. Najważniejsze jest dla mnie spotkanie z innymi saunamistrzami, wymiana doświadczeń, wiedzy i umiejętności oraz możliwość wspólnego rozwijania naszej pasji. Jeśli przy okazji uda się osiągnąć dobry wynik lub stanąć na podium, będzie to dodatkowy powód do satysfakcji.
– To mój pierwszy start w The Battle of Gladiators. W ubiegłym roku zgłaszałem się do zawodów, jednak kwalifikacje odbywały się na podstawie nagrań wideo i niestety nie udało mi się wtedy awansować do turnieju. Mam nadzieję, że tegoroczna edycja okaże się dla mnie bardziej szczęśliwa.
– The Battle of Gladiators różni się od zawodów w formule Modern Classic przede wszystkim charakterem rywalizacji. Modern Classic, zgodnie ze swoją nazwą, opiera się na klasycznych technikach wzbogaconych o nowoczesne elementy. Gladiatorzy to natomiast pełne widowisko, w którym ogromną rolę odgrywa kontakt z publicznością, dynamika występu, efektowne triki i zaawansowane techniki pracy ręcznikiem. To format znacznie bardziej widowiskowy i nastawiony na show. Choć bardzo cenię i lubię obie formuły, Gladiatorzy są zdecydowanie bardziej dynamiczni, a oprócz klasycznych technik liczy się tutaj również kreatywność oraz umiejętność budowania emocji wśród widzów.
Jakub Bartok

Jakub Bartok, reprezentujący Termy Poddębice, po pierwszym pojedynku z Szymonem Zaworskim
– To był przede wszystkim bardzo wymagający pojedynek pod względem kondycyjnym. Dodatkowym wyzwaniem okazała się dogrywka, której chyba żaden z nas się nie spodziewał. Dała nam naprawdę mocno w kość i kosztowała sporo sił. Myślę, że w kluczowych momentach zabrakło mi przede wszystkim chłodnej głowy, ale mimo wszystko cieszę się, że mogłem pokazać swoje umiejętności.
– Oczywiście zawsze można zaprezentować więcej, jednak wychodzę z tego pojedynku z podniesioną głową. Jestem zadowolony ze swojego występu i z niecierpliwością czekam na kolejne starcia. Najważniejsze jest dla mnie to, aby dobrze się bawić i czerpać radość z rywalizacji.
– Jeśli chodzi o muzykę, to utwór wykorzystany podczas dogrywki bardzo przypadł mi do gustu. To jeden z tych kawałków, przy których świetnie się czuję i mogę dobrze wejść w rytm występu. Szczerze mówiąc, trzeciej piosenki praktycznie już nie pamiętam – zmęczenie było tak duże, że wszystko zlało się w jedną całość. Najważniejsze jednak, że dobrze się bawiłem, a to było czuć podczas mojego występu.
– Na zawody przyjechałem przede wszystkim po to, żeby się pokazać, zdobyć kolejne doświadczenia i dobrze się bawić. To właśnie radość z występów i możliwość sprawdzenia się na tle innych zawodników są dla mnie najważniejsze.
– To mój trzeci start w zawodach saunowych, ale pierwszy raz biorę udział w wydarzeniu tej rangi. Traktuję ten turniej jako bardzo cenne doświadczenie i kolejną okazję do rozwoju.
Zobacz cennik
Zobacz najbliższe saunowe wydarzenia
Newsletter
Zostaw swój email i nie przegap żadnych promocji, wydarzeń

